Nie zamykajmy się w wieży z kości słoniowej!

Grzegorz GraffOtoczenie ucznia indywidualną opieką mentorską przez wybitnego naukowca jest szczególną formą wsparcia dostępną w ramach projektu „Zdolni z Pomorza”. O specyfice tej opieki, szlifowaniu diamentu, działaniu na wielu frontach oraz dwóch filarach, na których opiera się gmach nauki rozmawiam z matematykiem, doktorem habilitowanym Grzegorzem Graffem, profesorem nadzwyczajnym Politechniki Gdańskiej.

Jak długo jest Pan zaangażowany w projekt „Zdolni z Pomorza” i ilu uczniów ma Pan pod opieką jako mentor?
Moim pierwszym i – jak do tej pory jedynym – podopiecznym jest Mateusz Scharmach, uczeń III LO w Gdyni. Od razu trafił mi się diament, który staramy się wspólnie oszlifować. Nasza współpraca zaczęła się mniej więcej rok temu.

Jak Pan rozumie swoją rolę i co stara się Pan przekazać swojemu podopiecznemu?
Mentor w ramach programu „Zdolni z Pomorza” obejmuje indywidualną opieką utalentowanego ucznia. Zazwyczaj polega to na tym, że młody człowiek przychodzi i ma poznać od wewnątrz środowisko akademickie – zobaczyć, w jaki sposób funkcjonuje uczelnia, jak działają naukowcy. Ale w przypadku Mateusza pomyślałem, że możemy zdziałać więcej. Trafiłem bowiem na niesłychanie zdolnego ucznia. Postanowiliśmy zrobić coś konkretnego i wzięliśmy udział w konkursie im. Pawła Domańskiego na najlepszą pracę uczniowską z matematyki. Ten konkurs, organizowany przez redakcję miesięcznika "Delta", odbył się już 41 razy, czyli ma dosyć długą tradycję. W tej prestiżowej rywalizacji startują bardzo dobrzy uczniowie z całej Polski. Konkurs jest dwuetapowy. Pierwszy etap – eliminacyjny – polega na przygotowaniu i przedstawieniu prac. Jury je ocenia i tylko kilka kwalifikuje do finału. Osiągnięcie tego finału jest już ogromnym wyróżnieniem, a Mateuszowi udało się zdobyć brązowy medal! Jak pokazuje historia tego konkursu, jego finaliści bardzo często zostają wybitnymi matematykami – naukowcami znanymi w kraju i za granicą, jest więc to bardzo dobry prognostyk na przyszłość.
W dawnych czasach mistrzowie nie tylko pozwalali się przyglądać swojej pracy, nie tylko mówili o niej, ale też dawali uczniom jakieś małe zadania, by mogli się oni wykazać, nabrać wprawy. To, że spróbowaliśmy właśnie czegoś takiego okazało się strzałem w dziesiątkę. Dosyć dużo czasu zajęło nam wybranie tematu. Wahaliśmy się pomiędzy różnymi projektami, dlatego, że jest to konkurs na prace uczniowskie, więc zaawansowana matematyka trochę zdawała się nie pasować. W pierwszej wersji myśleliśmy o elementarnych zagadnieniach, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na problematykę bardziej naukową. Tymczasem okazało się, że poziom konkursu był niesłychanie wysoki i wszystkie prace w finale były na poziomie akademickim.

Kiedy podjął Pan decyzję, że chce się specjalizować w dziedzinie matematyki i czy brał Pan pod uwagę jeszcze jakieś inne opcje?
Moje zainteresowania są dość rozległe. Mam doktorat nie tylko z matematyki, ale też z nauk społecznych – dotyczący filozoficznych aspektów zaufania. Pracuję także w grupie interdyscyplinarnej, w której są inżynierowie, lekarze, fizycy i matematycy. To zespół, który zajmuje się zastosowaniem różnych metod do badania rytmu serca i analizowania innych biomedycznych danych. Obecnie jest tak, że wybór matematyki nie ogranicza nas w tym sensie, że musimy zajmować się tylko jakąś jej wąską dziedziną. Możemy praktykować matematykę na wielu frontach.

A czy sprawia Panu trudność przekazywanie informacji o prowadzonych przez siebie badaniach w interdyscyplinarnym zespole?
Tak, to spore wyzwanie, ale staram się mu podołać i myślę, że mi się to udaje. Naukowcy z innych dziedzin często do matematyki podchodzą z dystansem, obawiają się jej. To zupełnie niepotrzebne, bo w rzeczywistości wiele rzeczy można za jej pomocą przedstawić bardzo prosto.

Przedsięwzięcie „Zdolni z Pomorza” skierowane jest do młodych ludzi, których zainteresowania i zdolności przejawiają się w określonych obszarach: matematyczno-fizyczno-informatycznym, biologiczno-chemicznym czy kompetencji społecznych. Dzięki udziałowi w tym przedsięwzięciu utalentowani uczniowie mogą się rozwijać w wybranej przez siebie dziedzinie, ale także uczą się współpracy, np. realizując projekty w grupach. Na co powinni zwrócić uwagę, by w przyszłości umieć współdziałać także z osobami, które specjalizują się w zupełnie innych obszarach niż oni?
To jest ważne pytanie. Często jest tak, że matematycy zamykają się w wieży z kości słoniowej w ramach swojej wąskiej subdyscypliny i świat zewnętrzny ich nie interesuje. Skupieni są tylko na badaniu tego skrawka matematyki, który jest dla nich najważniejszy. W przypadku Mateusza Scharmacha tak nie jest, bo on ma dosyć szerokie zainteresowania – nie tylko jest to matematyka, ale także na przykład informatyka. W ogóle jest on według mnie bardzo wszechstronnie wykształcony i dlatego w przyszłości będzie mógł działać na wielu polach. Bardzo ważna jest obecnie otwartość na różne dziedziny nauki. Trzeba pokazywać utalentowanym uczniom, że w innych obszarach niż ten, który wybrali, dobrze jest szukać źródeł inspiracji i że warto słuchać, co inni mają do powiedzenia. Przypomina mi się taka historia z Feynmanem – noblistą z fizyki, który otrzymał lukratywną ofertę pracy na innej uczelni i wahał się, czy z niej skorzystać. W tym czasie spotkał kilku naukowców z uniwersytetu, na którym pracował dotychczas, z innych wydziałów, którzy mu opowiedzieli o bardzo ciekawych odkryciach, jakich dokonali. Wówczas uświadomił sobie, że na nowej uczelni nie będzie miał szansy na takie kontakty – że to na jego obecnym uniwersytecie dokonuje się bardzo szeroki postęp nauki w różnych dziedzinach, a na takim środowisku właśnie mu zależało. Chciał mieć możliwość dowiadywania się o ważnych odkryciach z pierwszej ręki. Do takiej otwartości należy – moim zdaniem – przekonywać młodzież, tym bardziej, że nie wiadomo, co nam przyniesie przyszłość. Ludzkość czekają znaczące wyzwania, którym będzie musiała stawić czoła. Musimy być gotowi na różnorodne scenariusze rozwoju wydarzeń, więc współpraca interdyscyplinarna, wykorzystująca różne kompetencje, będzie bardzo ważna.

Czy zgadza się Pan z tezą, że matematyka to nie tylko czysto teoretyczne rozważania, ale przede wszystkim zestaw praktycznych narzędzi, przy pomocy których rozwiązuje się problemy codziennego życia?
Myślę, że to musi iść w parze. Prowadziłem kilka lat temu duży projekt – „Centrum Zastosowań Matematyki” i jego ideą było właśnie to, by z jednej strony rozwijać matematykę teoretyczną, a z drugiej strony – żeby była ona inspirowana przez problemy życia codziennego. Projekt promował budowanie mostów pomiędzy matematyką czystą a stosowaną, które są jak dwa filary, na których gmach nauki powinien się opierać. Trzeba rozwijać narzędzia, czyli matematykę czystą, chociaż nie wiadomo kiedy znajdzie ona zastosowanie, ale dobrze jest, by chociaż w części pożywką dla niej był świat rzeczywisty. Trzeba też informować naukowców z innych dziedzin o już istniejących narzędziach matematycznych, których mogliby użyć, by odpowiedzieć na trudne pytania, które w swoich badaniach stawiają.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Smugła


Fot. Politechnika Gdańska


O Konkursie Uczniowskich Prac z Matematyki im. Pawła Domańskiego możecie przeczytać tutaj.