W relacji mentor – uczeń ważna jest nie tylko dydaktyka

Igor Rusiecki i dr inż. Zbigniew Usarek podczas testów USV „Czajka” w Laboratorium Hydromechaniki WIMiO PGWybitni uczestnicy projektu „Zdolni z Pomorza” mają szansę zostać objęci opieką mentorów – naukowców, którzy udzielą takim uczniom szczególnie zindywidualizowanego wsparcia w zakresie rozwoju ich zainteresowań i zdolności. O tym, jak wygląda taka opieka, co szczególnego zyskują uczniowie nią objęci, o otwartości na wiedzę z różnych źródeł i o weryfikowaniu wiarygodności tychże rozmawiam z doktorem inżynierem Zbigniewem Usarkiem, adiunktem w Instytucie Nanotechnologii i Inżynierii Materiałowej na Wydziale Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej Politechniki Gdańskiej.

Czym się Pan zajmuje zawodowo, w jakiej dziedzinie się Pan specjalizuje?
Zajmuję się zawodowo nauczaniem (między innymi). Jestem pracownikiem Politechniki Gdańskiej na stanowisku, na którym łączę swoje badania z nauczaniem studentów. To, czym zajmuję się badawczo, staram się więc również przekazywać swoim podopiecznym. Część moich zainteresowań dotyczy tego, czym zajmuję się dydaktycznie – uczę studentów elektroniki, elektrotechniki, ale także na przykład projektowania inżynierskiego – wytwarzania projektów metodą druku 3D. To są zagadnienia ogólne, których uczę ludzi studiujących na kierunkach niezwiązanych z tymi obszarami, na przykład fizyków. To są dla nich dodatkowe przedmioty ogólne, jakkolwiek mam wrażenie, że bardzo interesujących rzeczy się tam dowiadują. I to jest też dla nich dodatkowa wiedza, którą mogą wykorzystać później na rynku pracy, gdzie – jak wiadomo – nie zawsze znajduje się dla siebie takie stanowisko, które bezpośrednio jest związane z kierunkiem studiów. Natomiast oczywiście w związku z tym, że pracuję na Wydziale Fizyki Technicznej i Matematyki Stosowanej, w Instytucie Nanotechnologii i Inżynierii Materiałowej, w Zakładzie Magnetycznych i Elektrycznych Właściwości Materiałów, to też prowadzę przedmioty bardzo blisko związane z tymi zagadnieniami, między innymi uczę studentów inżynierii materiałowej metod tzw. nieniszczących badań materiałów. Są to metody badania przedmiotów czy instalacji niewymagające ich niszczenia (w przeciwieństwie do takich, które wymagają wycięcia próbki z badanego obiektu, żeby potem ją zbadać). Jedna z metod będących przedmiotem mojej pracy badawczej polega na tym, że magnesujemy materiał, który ma właściwości ferromagnetyczne i dzięki temu, że w miejscu, w którym jest on uszkodzony, wycieka strumień magnetyczny, możemy wykryć to uszkodzenie.

Bardzo dziękuję za przybliżenie tych zagadnień językiem zrozumiałym także dla mnie – laika w dziedzinie, którą się Pan zajmuje. Sztuką jest umieć zrobić to w taki sposób. A proszę mi powiedzieć, kiedy podjął Pan decyzję, że chce pójść w tym kierunku badawczym i czy brał Pan pod uwagę jeszcze jakieś inne opcje?
Jeśli chodzi o tę tematykę, to mam z nią do czynienia już od mniej więcej połowy studiów magisterskich. Tak naprawdę najpierw znalazłem swojego promotora. Dr Marek Augustyniak zainteresował mnie inżynierskimi symulacjami komputerowymi, którymi się wówczas zajmował. Podszedłem do niego, żeby zapytać, czy ma dla mnie jakiś temat. Podał mi kilka swoich propozycji i dopiero wtedy dowiedziałem się, że istnieje coś takiego jak metody badań nieniszczących. Jeden z tematów zaproponowanych przez dra Augustyniaka dotyczył właśnie jednej z takich metod (metody pamięci magnetycznej). Od tamtego czasu zajmowałem się różnymi tego typu metodami. Przyszłość pokaże, czy będę się nadal w tym obszarze rozwijał. Jeżeli znajdę tam jeszcze jakieś ciekawe problemy do rozwiązania, to jak najbardziej. Jednak obecnie zgłębiam już nowe zagadnienia. Myślę, że nie tylko gdy się jest naukowcem, należy być zawsze otwartym na nowe prądy i wyzwania, które pojawiają się na naszej drodze. 10 lat poświęconych jednej tematyce to już stosunkowo dużo, jednakże – któż to wie – być może odkryje ona jeszcze przede mną coś interesującego.

Rozumiem więc, że promotor był jedną z tych osób, które Pana zainspirowały, a może nawet ukształtowały. A czy o innych osobach z tej znaczącej kategorii mógłby nam Pan jeszcze opowiedzieć?
Poza promotorem mojej pracy magisterskiej, z którym obecnie pracuję w jednym zakładzie, ważny jest również opiekun mojej pracy doktorskiej, a prywatnie ojciec tego promotora – prof. Bolesław Augustyniak, który również zajmuje się metodami badań nieniszczących. W trakcie przygotowywania mojej rozprawy doktorskiej wspólnie szukaliśmy ciekawych tematów. Dużym wsparciem byli także dla mnie koledzy z zakładu, z którymi do dzisiaj pracuję, w szczególności dr Marek Chmielewski, który jest naszym guru od rozwiązań elektronicznych. On tworzył nasze układy pomiarowe, od niego wiele się też nauczyłem, jeśli chodzi o konstruowanie urządzeń pomiarowych. Ta współpraca zaprocentowała u mnie nabyciem wiedzy i umiejętności w zakresie elektroniki, czym mogę się teraz dzielić ze studentami.

A czy przypomina Pan sobie takie znaczące osoby z wcześniejszego okresu (mam na myśli na przykład lata szkolne)?
Tak. Było wielu takich nauczycieli, w szczególności moi nauczyciele fizyki, którzy zachęcali mnie do rozwoju w tej tematyce. Jeśli wrócę pamięcią do czasów liceum (pochodzę z Kościerzyny, tam chodziłem do I LO), moją nauczycielką była pani Stefania Szewczyk, która zawsze mnie dopingowała, bym jak najlepiej się starał, ponieważ byłem w grupie najlepszych uczniów z tego przedmiotu, który przyzwyczaił się do tego, że dobrze mu idzie, przez co ciężko było mi utrzymać motywację na odpowiednim poziomie. W gimnazjum czy też w szkole podstawowej nie miałem jeszcze ściśle określonych planów, jeśli chodzi o moją ścieżkę edukacji, byłem otwarty na różne opcje, rozważałem na przykład pójście drogą medyczną czy biologiczną. Zawsze były to przedmioty przyrodnicze, ale mimo wszystko uważałem siebie za człowieka renesansu, który jest w stanie się ukształtować w dowolnym kierunku. Ostatecznie padło na aspekt techniczny, fizyczny.

Czy to znaczy, że Pana zdaniem warto „z różnych pieców zakosztować chleba” i zrobić szersze rozeznanie w świecie?
Pomimo tego, że się teraz bardzo mocno specjalizujemy, powinniśmy być otwarci na wiedzę z różnych źródeł. Pozwala to nam poszerzać swoje horyzonty, ale także wyrażać w sposób uprawniony opinie na tematy, na których teoretycznie nie powinniśmy się znać. W dzisiejszych czasach człowiek potrafi uznać siebie za specjalistę w wielu dziedzinach po przeczytaniu jednego artykułu w Internecie, a tymczasem trzeba ukształtować w sobie umiejętność krytycznego odsiewania informacji i ostrożnego wydawania osądów. W tym celu warto wychodzić poza swoją sferę zawodową, interesować się innymi dziedzinami i słuchać osób, które rzeczywiście zjadły zęby na konkretnych zagadnieniach, specjalistów w danych dziedzinach.

Rozumiem. A proszę mi powiedzieć, kiedy rozpoczął Pan pracę na rzecz projektu „Zdolni z Pomorza” i kim się Pan opiekował jako mentor?
Pracę tę rozpocząłem jakieś trzy lata temu. Aż do matury byłem opiekunem Igora Rusieckiego, pomagałem także koleżance w przygotowaniu zajęć dla jednego z jej podopiecznych.

A czy mógłby Pan przybliżyć naszym czytelnikom, na czym polega opieka mentorska i co szczególnego zyskują uczniowie objęci tą formą wsparcia?
Opieka mentorska, którą starałem się zapewnić Igorowi polegała na tym, że na początku spróbowałem zdiagnozować, czym on się interesuje i w jakim kierunku chce się rozwijać. Robiłem to jako ktoś, kto ma już pewne doświadczenie, a za sobą kilka stopni edukacji, mogłem go więc odpowiednio pokierować, zachęcając do tego, by już na początku szkoły średniej poważnie zainteresował się swoją przyszłością i dokonał wyboru kierunku studiów. Wspierałem go nie tylko w działalności bieżącej w liceum, która polegała na przykład na tym, że w laboratorium w Centrum Nanotechnologii wykonywaliśmy wspólnie eksperymenty na potrzeby prowadzonego przez niego projektu, ale także uczyłem go rzeczy, które nie są zawarte w programie nauczania w szkole średniej, a związanych z tym, czym zajmuję się w swojej pracy dydaktycznej (elektronika, wspomagane komputerowo projektowanie inżynierskie, druk 3D czy wspomniane wcześniej metody badań nieniszczących). Dzięki temu Igor miał możliwość poznania tych różnych dodatkowych zagadnień, z którymi pewnie w innej sytuacji nie miałby do czynienia. Myślę, że dzięki temu miał też inspirację do tego, by stworzyć projekt, który stał się potem przedmiotem naszej współpracy w dwóch ostatnich latach.

Na czym polega ten projekt?
Tematem projektu jest bezzałogowa jednostka pływająca, zdalnie sterowana lub wręcz automatyczna, która ma na celu monitorowanie stanu wód w zamkniętych zbiornikach. Pomysł na projekt to inicjatywa samego Igora. Znalazł on ciekawy artykuł naukowy, w którym zaproponowano podobne rozwiązanie, on z kolei zaproponował do niego pewne modyfikacje. Prezentacji wyników planowaliśmy dokonać podczas Bałtyckiego Festiwalu Naukowego. Niestety, sytuacja w ostatnich latach sprawiła, że festiwal ten został zamrożony, natomiast Igor – dzięki swojemu zaangażowaniu – sprawił, że pociągnęliśmy ten projekt w formie zdalnej. Doradzałem, co można w nim udoskonalić, a prócz tego, mając do dyspozycji zaplecze w postaci drukarek 3D, mogłem drukować to, co zaprojektował Igor wraz ze swoim kolegą. Udało się przygotować projekt na konkurs Explory, który jeszcze przed wakacjami odbywał się w trybie online. Igor z kolegą zaprezentowali na nim wstępną wersję prototypu tej jednostki pływającej i zakwalifikowali się do finału, który odbędzie się jesienią, również zdalnie. W międzyczasie za ten projekt chłopcy zajęli drugie miejsce w ogólnopolskim konkursie Młody Innowator, który jest organizowany przez Naczelną Organizację Techniczną. Igor studiuje teraz na Wydziale Inżynierii Mechanicznej i Okrętownictwa i nadal będzie rozwijał wspomniane przedsięwzięcie, a ja go będę w tym wspierał wraz z nauczycielami z jego wydziału. Tam ma doskonałą infrastrukturę do przeprowadzania testów, co powoduje, że gotowość technologiczna jego jednostki jest coraz wyższa.
Dodam jeszcze, iż bardzo dobrze nam się współpracowało z Igorem nie tylko dlatego, że jest niesamowicie zdolnym uczniem, ale też dlatego, że nawiązaliśmy koleżeńską więź porozumienia. Dystans między nami nie był zbyt duży, więc mieliśmy też okazję porozmawiać o tym, czym się interesujemy i jakie są wyzwania w naszym życiu. To zbudowało między nami relację, która pozwoliła na zaufanie w temacie wspólnej pracy. Myślę, że w relacji mentor – uczeń powinno być miejsce na rozmowę na temat postawy życiowej w zawodzie i w nauce. Ważne jest, by nie ograniczać się tylko do strony dydaktycznej, technicznej.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Smugła

Fot. Piotr Stroiński