Uczestnicy kursów pisarskich często wcale nie chcą pisać książek

Małgorzata Warda podczas warsztatów pisarskich28 listopada w Pedagogicznej Bibliotece Wojewódzkiej w Gdańsku odbyły się warsztaty kreatywnego pisania, które z dwiema grupami młodych miłośników słowa poprowadziła pisarka Małgorzata Warda. Spotkania i warsztaty autorskie są regionalną formą wsparcia dostępną w ramach systemu „Zdolni z Pomorza”. Oferujemy ją młodzieży, której zainteresowania i zdolności związane są z przedmiotami rozwijającymi kompetencje społeczne. Skorzystaliśmy z okazji, by porozmawiać z prowadzącą o jej twórczości i prowadzonych przez nią działaniach edukacyjnych. Pisarka podzieliła się z nami wskazówkami dla początkujących pisarzy.

Z wykształcenia jest Pani rzeźbiarką, z sukcesami zajmuje się Pani także malarstwem i rysunkiem. Co sprawiło, że zaczęła Pani pisać i kiedy odkryła Pani w sobie zamiłowanie do tworzenia literatury?
To było zawsze moim marzeniem. Od dzieciństwa pisałam – najpierw w zeszytach szesnastokartkowych, potem one rosły razem ze mną – a w pewnym momencie zaczęłam te historie także ilustrować. Lubiłam rysować. Nie wiem, co bym wybrała, gdybyśmy mieli studia literatury, bo może by mnie skusiły. Natomiast mieliśmy tylko polonistykę tutaj na uczelniach. Nie bardzo chciałam studiować akurat ten kierunek. Pamiętam – mama zadała mi istotne pytanie. Spytała: „Małgosiu, a z twoich dwóch pasji, którą będziesz rozwijać bez względu na to, czy będzie twoim zawodem?” No i ja odpowiedziałam, że pisać będę. Więc mama doradziła: „No to idź na rysunek, na rzeźbę. A pisać i tak będziesz.”

Czy talent i umiejętności artysty plastyka pomagają Pani w pisaniu?
Na pewno widzę duże analogie, bo kiedy tworzę fabułę, to jest troszkę tak jak z rzeźbą – że najpierw robi się szkielet, potem się dołącza druciki, pręty, krzyżyki, nakłada się więcej gliny, a potem się nakłada jej za dużo i trzeba ją ścinać. Bardzo podobnie wygląda proces powstawania książek. Moi czytelnicy mówią, że mam bardzo obrazowe sceny; że kiedy tworzę jakąś scenę, oni ją widzą przed oczami właśnie jak obraz. Tak że być może – ja tego tak nie odczuwam, ale być może – malarstwo gdzieś tam właśnie zostaje umieszczone w moich scenach, w książkach.

Czy jest coś, czego Pani w pisaniu nie lubi?
Początku. To jest horror, ponieważ na początku wiem, o czym chcę napisać, ale nie wiem dokładnie. Wiem, że chcę na przykład napisać o zaginięciu dziecka albo o porwaniu, albo o równie ważnym problemie; szukam odpowiednich bohaterów i niestety to się odbywa u mnie metodą prób i błędów. Po prostu tworzę, tworzę, mam już kilkadziesiąt stron i nagle dochodzę do wniosku, że poszłam złą drogą – że ten bohater powinien być zupełnie inny. Zaczyna się kasowanie, pisanie od nowa. Ale kiedy już przejdę ten proces i wiem dokładnie, co chcę powiedzieć i jak, rozpoczyna się fantastyczny czas. Pamiętam – Tom Cruise powiedział kiedyś niesamowitą rzecz, jak stanął za kamerą po raz pierwszy jako reżyser. Powiedział, że jest jeden film, który robimy i drugi, który myślimy, że robimy. Z książkami też tak jest. Na początku myślimy, że piszemy jakąś książkę. Potem się okazuje, że ona jest bardzo rozbieżna z tym, co sobie myśleliśmy. Wtedy dopiero zaczynamy tworzyć tę prawdziwą.

Skąd czerpie Pani pomysły do swoich utworów? Czy one pojawiają się spontanicznie, czy też może jakoś specjalnie ich Pani poszukuje?
To muszą być historie, które mnie zafascynują. I na przykład w przypadku „Dziewczyny z gór” – mojej ostatniej książki – nie wiedziałam, że będę pisać o Bieszczadach, że taką rolę odegrają w tej historii wilki, że poznam ich zachowania, że to wszystko potoczy się w ten sposób. Chciałam zderzyć dziewczynkę z dobrego domu – taką  która mówi „proszę”, „przepraszam”, „dziękuję”, która czuje się kochana – z mężczyzną z tak zwanego złego domu, przez którego zostaje porwana. On przeszedł przez wiele rodzin zastępczych, był ofiarą przemocy, nie ma w ogóle poczucia wartości, nie ma poczucia, że jest lubiany czy kochany. I mnie fascynowała relacja między nimi; oczekiwanie, co się wydarzy i jak oni zaczną na siebie wpływać, kiedy ich zestawię razem. Taki był powód powstania „Dziewczyny z gór”. Inne historie powstają, bo na przykład spotkam kobietę, która została zgwałcona i ona podzieli się ze mną swoją historią. Nie każda historia oczywiście trafia do książki, ale ta kobieta trafiła, ponieważ mnie poruszyła i zasmuciła tym, co mówiła o prawie polskim; o tym, jak ono funkcjonuje. Momentem przełomowym w moim życiu na pewno było znalezienie się Nataschy Kampusch – to młoda kobieta z Wiednia, która była dziewięć lat przetrzymywana w domu porywacza. Kiedy zobaczyłam z nią wywiad, wydawało mi się, że uchyliła drzwi do jakiejś ciemności. Opowiedziała, co się działo w domu porywacza, jak to w ogóle wszystko funkcjonowało, a ja – słuchając – byłam tak tym wystraszona, że musiałam ten lęk oswoić, musiałam wiedzieć wszystko na temat porwań. Jak już poznałam historię Nataschy i innych kobiet, które przeszły przez podobne dramaty, wiedziałam, że będę o tym pisać. I to jest jeden z takich wiodących tematów w moich książkach.

Dwukrotnie była Pani nominowana do nagrody głównej Festiwalu Literatury Kobiet „Pióro i Pazur”. W roku 2013 na tej imprezie otrzymała Pani nagrodę fundacji Age of Reading za powieść o tematyce wykluczenia pt. „Dziewczynka, która widziała zbyt wiele”, a w 2016 roku odebrała Pani nagrodę w kategorii Pióro dla najbardziej poruszającej powieści napisanej przez kobietę za „Najpiękniejszą na niebie”. Czy według Pani w literaturze tworzonej przez kobiety jest coś szczególnie cennego, wyróżniającego ją na tle literatury ogółem?

Wydaje mi się piękne, kiedy kobieta pisze jak kobieta i nie stara się na przykład pokazać świata męskiego, tylko pokazuje świat widziany oczami kobiety. Dla mnie to już jest cenne, bo autorka wkłada w tym momencie do książki wiele wartości, swoich spostrzeżeń, których by nie miał mężczyzna. Tak samo na przykład uwielbiam książki pisane przez mężczyzn. Fascynuje mnie podglądanie, jak zupełnie inaczej widzimy świat. Tak że do tego właśnie bym zachęcała przede wszystkim, żeby nie zmieniać płci u bohaterów, szczególnie kiedy się wypowiadamy w pierwszej osobie. 

Pani pierwsza powieść dla młodzieży „5 sekund do Io” została wybrana Książką Roku 2015 w kategorii literackiej (nagroda jest przyznawana przez polską sekcję IBBY). Ponadto otrzymała prestiżowe międzynarodowe wyróżnienie White Ravens 2016 i znalazła się wśród książek roku 2016 polecanych przez Internationale Jugendbibliothek (Międzynarodową Bibliotekę Książek dla Młodzieży). Czy lubi Pani pisać dla młodego odbiorcy? I czy to jest trudne?
To był mój debiut dla młodego odbiorcy. Uwielbiam czytać książki dla młodych. W dziale literatury młodzieżowej jestem częściej niż w tym dla dorosłych – pożyczam, czytam, pochłaniam. Natomiast napisanie historii dla Young Adult było próbką; to był taki moment, iskra. Chciałam napisać dla młodzieży i chciałam dla nich to zrobić dobrze. Zależało mi na tym, żeby nie pisać na skróty. Często książki młodzieżowe zawierają zbyt wiele łopatologicznie podanego dydaktyzmu, jest mało zbudowany portret psychologiczny. Zależało mi na pełnej książce, zawierającej zarówno warstwę psychologiczną, jak i zmuszającej do myślenia. No i zrobiłam to. Fantastycznie, że książka została nagrodzona. Dziwne, że odrzuciły ją prawie wszystkie wydawnictwa w Polsce, zanim się ukazała drukiem w końcu w wydawnictwie Media Rodzina. Przyniosła mi wiele zaskoczeń. Wydawca zamówił później tom drugi – „Rebeliantkę”. W tej chwili zeszłam jeszcze niżej z targetem i napisałam książkę dla dziesięciolatków. I to jest dopiero trudny target. Tak że zobaczymy, jak zostanie przyjęta.

A czym – Pani zdaniem – powinna charakteryzować się dobra książka dla młodego odbiorcy?
Powinna dotykać problemów, które interesują młodego odbiorcę. Ciągle mam poczucie, że niektóre lektury szkolne powinny zostać już wymienione, bo widzę, jak tworzą dystans między książką a młodzieżą. Młodzież nie rozumie dawnego języka, nie rozumie problemu. Ten sam problem, na przykład walki ze złem opowiedziany – dajmy na to – w „Igrzyskach śmierci” jest porywający dla młodzieży, a kompletnie niezrozumiały w „Konradzie Wallenrodzie”. To są zupełnie różne czasy. Więc co powinna zawierać książka dla młodzieży napisana w dzisiejszych czasach? Wysoko postawioną stawkę – młodzież lubi, kiedy stawką jest życie bohatera; młodzież lubi odważnych bohaterów, którzy idą do przodu, którzy mają wiele do zrobienia na świecie.

W Inowrocławiu prowadzi Pani warsztaty z więźniami, na których uczą się oni pisania bajek. Skąd wziął się ten pomysł i na czym te zajęcia polegają?
To piękny, wartościowy projekt. Nie był moim pomysłem – zostałam do niego włączona. Natomiast nie wiem, czy każdy by się zdecydował iść do więzienia i pracować z więźniami. Zdecydowałam się i nie żałuję absolutnie. W pierwszej chwili czułam niepewność, bo sytuacja, w której jestem ja i dziesięciu mężczyzn – osadzonych, których człowiek już klasyfikuje oczami – nie należy do najbardziej komfortowych. A tymczasem miałam im przedstawiać „Króla Lwa” i opowiadać, jak wygląda bajka. Ale połączyło nas to, że ci ludzie bardzo tęsknią za swoimi dziećmi i chcą dla nich zrobić coś dobrego. Być może nie mieli wcześniej możliwości, czasu albo chęci, by napisać dla swego dziecka bajkę, czy opowiedzieć mu ją przed snem. A teraz mają. Zachwyciło mnie, jak profesjonalnie do tego podeszli i jak piękne powstały historie. To naprawdę bardzo, bardzo wartościowy projekt.

Kto według Pani ma szansę zostać pisarzem?
Myślę, że ważny jest warsztat, ale dużo ważniejszą rolę odgrywa talent. I jeszcze trzecia rzecz w dzisiejszych czasach – bo mamy bardzo dużo debiutów na rynku – więc żeby w ogóle wyjść drukiem, żeby nasza powieść została wydrukowana, to trzeba przejść drogę wymagającą od nas wiele samozaparcia. Trzeba umieć toczyć dialog z wydawcą i prosić, kiedy nie ma odpowiedzi. Trzeba także się szkolić, żeby pisać coraz lepiej i czymś się wyróżnić. I mam nadzieję, że wydawcy ciągle mają chęć szukać zdolnych młodych pisarzy.

Po co – Pani zdaniem – ludzie przychodzą na kursy pisarskie? Czego mogą się tam nauczyć?
Mogą się nauczyć warsztatu pisarskiego, natomiast bez talentu nie napiszą porywającej historii. To co mnie zaskoczyło – przychodzą ludzie bardzo utalentowani, często jednak ich ambicją wcale nie jest napisanie książki. Oni chcą na przykład napisać o kimś ze swojej rodziny, bo – dajmy na to – ta osoba już się zestarzała i boją się, że za chwilę zabraknie czasu, a chcą żeby ta osoba wzięła do ręki tę swoją historię. Bardzo różne motywy kierują tymi ludźmi. Często próbują rozliczyć się ze swoją przeszłością. Niewielki procent z nich chce faktycznie napisać książkę i wysłać ją do wydawcy.

A jakie ma Pani rady dla początkujących pisarzy?
Wierzyć w to, co się robi, a jednocześnie nie wierzyć ślepo. Czyli jeśli pięć osób nas krytykuje, to trzeba się zastanowić, czy nie jest to przypadkiem konstruktywna krytyka. Jakie jeszcze rady? Przede wszystkim pisać z serca; pisać o tym, co nas porusza, bo jak mamy spędzić nad tym tekstem kilka miesięcy, musi to być coś, co nas fascynuje, do czego będziemy wracać. Tekst nie powinien być jakąś błahą rzeczą, którą piszemy na siłę, gdyż czytelnik natychmiast to wyczuje. I przede wszystkim trzeba poznać warsztat pisarza, bo to wiele, wiele ułatwia.

Jak najchętniej spędza Pani wolny czas? W gwarze, czy raczej w ciszy? Aktywnie, czy może słodko leniuchując, np. w towarzystwie książki?

Najmilszy czas to czas z moją rodziną, po prostu uwielbiam go z nimi spędzać – czy to na wyjeździe, czy w domu; czy aktywnie, czy leniuchując, ale żeby oni byli przy mnie. Wtedy nawet błahe tematy nas pociągają; lubimy słuchać, co któreś z nas myśli na temat zdarzeń, muzyki czy codzienności. Uwielbiam wypowiedzi mojej córki, fascynuje mnie jej dzień, który spędziła w szkole – to jest dla mnie takie otwieranie drzwi do dzieciństwa. Ja sobie przypominam wtedy moje koleżanki.

A jakie książki lubi Pani czytać?
Dobre książki. Nie mam tak, żeby czytać powieści tylko w jednym gatunku. Czy fantastyka, czy kryminał, czy horror, czy powieść dla młodzieży – to musi być po prostu dobrze napisana historia, która da mi coś nowego, o której będę myśleć.

Czy może Pani wymienić jakieś konkretne pozycje literackie – zdradzić nam ulubionych autorów, tytuły?
Uwielbiam Stephena Kinga – to jest mój ulubiony pisarz, a „Dallas 63” to moja ukochana książka. A poza nim Donna Tartt, ale nie „Szczygieł” wcale, który został nagrodzony Pulitzerem, tylko „Tajemna historia”, która jest pierwszą książką tej autorki. Pięknie skonstruowana; piękna, porywająca historia. Uwielbiam też Elizabeth Flock „Emma i ja”. Piękną bardzo powieścią jest „Pokój” Emmy Donoghue, który przez pierwsze strony po prostu nas wykańcza, bo opowiada tę historię dziecko. To znaczy opowiada ją kobieta, która się kryje pod tym dzieckiem. Autorka tak idealnie odtworzyła język dziecka, jego świat, że potrzebujemy około piętnastu stron, by zrozumieć, o czym ono mówi. Ale jak już to odkryjemy, to po prostu zakochujemy się w tej historii.

A nad czym Pani teraz pracuje?
Nad drugim tomem „Dziewczyny z gór”. Było tak wiele pytań o tę książkę, która miała być zamkniętą całością, nie przewidziałam kolejnych tomów. Książka bardzo fajnie się sprzedała, czytelnicy w prawie każdej recenzji – a tych jest sporo, bo prawie pięćset – pisali: jaka szkoda, że nie ma drugiego tomu. Aż w końcu wydawca zapytał, czy chciałabym ten drugi tom napisać. Dla mnie to wielka frajda, że mogę znów wejść do świata Bieszczad, wilków i moich bohaterów.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Smugła

Zajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą WardąUczniowie podczas warsztatów kreatywnego pisania

Małgorzata WardaZajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą Wardą

Zajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą WardąZajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą Wardą

Zajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą WardąZajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą Wardą

Uczniowie słuchają wykładuZajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą Wardą

Uczniowie słuchają wykładuMałgorzata Warda podczas warsztatów pisarskich

Małgorzata Warda wraz z dyrektor Pedagogicznej Biblioteki Wojewódzkiej w Gdańsku Małgorzata Warda

Małgorzata WardaMałgorzata Warda

Małgorzata WardaMałgorzata Warda

Małgorzata WardaDorośli uczestnicy warsztatów kreatywnego pisania z Małgorzatą Ward

Uczennica notujeUczennica słucha wykładu

Uczniowie słuchają wykładuUczniowie słuchają wykładu

Uczniowie słuchają wykładuMałgorzata Warda

Uczniowie słuchają wykładuUczennica notuje

Uśmiechnięta uczennica słucha wykładuUczniowie słuchają wykładu

Uczniowie słuchają wykładuUczennice notują

Uczniowie notująUczeń czyta swoją pracę

Małgorzata WardaUczennica podczas warsztatów

Uczennice słuchają wykładuUczeń notuje

Uczeń notujeUczennice notują

Uczennice piszą pod czujnym okiem prowadząceUczennica notuje

Uczniowie notująRoll-up Zdolni z Pomorza oraz książki Małgorzaty Wardy na metalowej półce

Zajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą WardąZajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą Wardą

Zajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą WardąZajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą Wardą

Zajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą WardąZajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą Wardą

Zajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą WardąZajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą Wardą

Zajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą WardąZajęcia warsztatowe z kreatywnego pisania z Małgorzatą Wardą