Samotność jak cholesterol

Poetka Ewa Lipska podczas spotkania autorskiego2 kwietnia w Pedagogicznej Bibliotece Wojewódzkiej w Gdańsku odbyło się spotkanie dla uczestników systemu „Zdolni z Pomorza” z poetką Ewą Lipską, tegoroczną laureatką Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius za całokształt pracy twórczej. Po spotkaniu o poezji, samotności, wadze nagród, czy zaletach czytania rozmawiała z gościem Agnieszka Smugła.

Studiowała Pani malarstwo na Akademii Sztuk Pięknych, a tymczasem to poezja wybiła się w Pani życiu na pierwszy plan. Proszę nam opowiedzieć, skąd taki, a nie inny wybór kierunku studiów i co zadecydowało, że to jednak język stał się podstawą Pani działalności. Czy umiejętność władania pędzlem wpływa, Pani zdaniem, na sposób posługiwania się słowem?
Rzeczywiście studiowałam na Akademii Sztuk Pięknych, ale na szczęście dla polskiego malarstwa nie maluję. Byłam jednak w pracowni znakomitego profesora i malarza – Adama Marczyńskiego, który bardzo kochał literaturę i w zasadzie przegadałam z nim te studia. I bardzo szybko okazało się, że przy pomocy słowa mogę powiedzieć więcej niż przy pomocy obrazu. Mój ojciec uważał, że powinnam studiować malarstwo, bo ładnie maluję, ale przecież wszystkie dzieci ładnie malują... Te studia były jednak dla mnie ważne, nauczyły mnie, jak „czytać” malarstwo.

Zaintrygował mnie sposób, w jaki podczas spotkania mówiła Pani o samotności w związku z pracą twórczą. Czy mogłaby Pani rozwinąć tę kwestię dla naszych czytelników?
Powiedziałam kiedyś, że samotność jest jak cholesterol. Jest dobra samotność i jest zła samotność. Ta dobra jest ważna w życiu każdego myślącego człowieka. Jest też konieczna w pracy twórczej. Ta zła – to osamotnienie, brak bliskich i przyjaciół, bezczynność, apatia, zniechęcenie. Od takiej samotności musimy uciekać.

Czy pamięta Pani swoje pierwsze poetyckie próby i czy pokazywała Pani komuś te wiersze? Czy reakcje na Pani wczesną twórczość były dla Pani motywujące?
Wiersze były oczywiście wprost proporcjonalne do mojego wieku (wtedy miałam około siedemnastu lat) i były po prostu marne, banalne. Czasem pomagał mi ojciec, który był takim moim twórczym duszkiem i kibicem poetyckich zmagań. Wiersz – to taki krótki zapis myśli, pozwala szybko zanotować stan naszych uczuć. Poezja należy do młodości; zaczynamy pisać, kiedy jesteśmy zbuntowani, kiedy się zakochujemy albo odkochujemy, kiedy chcemy coś ważnego powiedzieć.

Czy pamięta Pani swój pierwszy publiczny występ?
Tego nie pamiętam. Zapewne były to spotkania w Kole Młodych Pisarzy przy Związku Literatów Polskich. Czytaliśmy swoje wiersze i dyskutowaliśmy na ich temat. Nie były to łatwe rozmowy, ale na pewno dla nas ważne. Tym bardziej, że brali w nich udział nasi starsi koledzy.

Która z napisanych przez Panią książek jest dla Pani najważniejsza?
Najważniejsza jest zawsze ta jeszcze nienapisana.

Otrzymała Pani wiele nagród i wyróżnień literackich. Które z tych trofeów ceni Pani sobie najbardziej i dlaczego?
Nagrody – rzecz ulotna, ale na pewno miła. Szczególnie w sytuacjach, kiedy tracimy pewność siebie i ogarniają nas wątpliwości. Ale nagrody niczego nie gwarantują. Ilu noblistów jest całkowicie zapomnianych... Dopiero czas zweryfikuje naszą twórczość i za wiele, wiele lat okaże się, czy jesteśmy nadal czytani. Wszystkie nagrody cenię i wszystkie sprawiły mi przyjemność.

Piosenki z Pani tekstami śpiewali między innymi Skaldowie, Marek Grechuta, Grzegorz Turnau, Wawele, czy Anna Szałapak. Czy ma Pani wśród nich ulubioną?

Lubię bardzo Biały Latawiec, z muzyką Jana Wojdaka, bo to moja młodość. Żółte plażeNiebieskie dni… Nie domykajmy drzwi ze Skaldami. Lubię przywołany dzisiaj Deszcz z nieżyjącą już Anią Szałapak, z muzyką Zbigniewa Preisnera [piosenka została odtworzona podczas spotkania autorskiego], czy płytę Serca na rowerach, piosenki napisane dla Ani Szałapak...

Czy pisząc listy do Stanisława Lema i jego syna Tomasza spodziewała się Pani, że mogą kiedyś zostać udostępnione szerszemu gronu osób [nawiązanie do książki Boli tylko, gdy się śmieję… Listy i rozmowy wydanej w 2018 roku]?
Nigdy w życiu. W ogóle mi to do głowy wtedy nie przyszło, że te listy mogą być kiedyś drukowane. Wesołe listy z niewesołych czasów... Dla starszych czytelników to wspomnienia tamtych dni, dla młodych – odrobina historii.

Czy pracuje Pani obecnie nad jakąś nową książką i czy zechce nam Pani uchylić rąbka tajemnicy na ten temat?
Do Czytnika linii papilarnych i Pamięci operacyjnej dojdzie jeszcze trzecia książeczka z tej serii, pod tytułem Miłość w trybie awaryjnym. Ukaże się w maju.

Zapadło mi w pamięć podsumowanie przez Panią podstawowych zalet czytania. Czy mogłaby Pani to powtórzyć?
Czytanie wzbogaca nas nie tylko duchowo, ale powiększa zasób słów, którymi posługujemy się na co dzień. Jest to niezwykle ważne w sytuacjach „awaryjnych” kiedy chcemy komuś coś wytłumaczyć, kiedy staramy się o pracę i w wielu innych sytuacjach. Książki rozwijają naszą wyobraźnię i pozwalają nam znaleźć sens życia.

Uczestnikami systemu „Zdolni z Pomorza” są wybitnie uzdolnieni uczniowie, większość z nich jest szczególnie utalentowana w zakresie nauk ścisłych. Czy Pani zdaniem warto ich wspierać?
Myślę, że bardzo dobrze, że uczestnikami systemu są głównie uczniowie uzdolnieni w zakresie przedmiotów ścisłych, ponieważ humanistą jest się z wyboru, a bardzo dobrze jest mieć przy tym wykształcenie ścisłe – to poszerza naszą wiedzę na temat świata, w którym żyjemy. Bardzo żałuję, że takiej mądrości we mnie nie było, kiedy rozpoczynałam studia, bo pewnie wybrałabym astronomię albo fizykę. Ale wtedy istniał wyraźny podział na humanistów i miłośników przedmiotów ścisłych.

Czy z perspektywy swojego doświadczenia życiowego ma Pani jakąś radę dla tych młodych ludzi?

Ważne są w życiu zasady etyczno-moralne. Marek Aureliusz napisał kiedyś, że „nasze życie jest takim, jakie uczyniły je nasze myśli”.


Fot. Aleksandra Kirczuk

Uczestnicy słuchający wystąpienia na spotkaniu autorskimUczestnicy słuchający Ewy Lipskiej

Ewa Lipska wraz z moderatorem spotkania autorskiegoEwa Lipska wraz z moderatorem spotkania autorskiego

Zdjęcie grupowe uczestników spotkania autorskiegoZdjęcie grupowe uczestników spotkania autorskiego